Archive for March, 2008

posted by Moto Maniak on Mar 27

W ciągu najbliższych dwóch miesięcy na naszych drogach przybędzie aż 450 fotoradarów. To efekt akcji „Drogi zaufania” przygotowywanej przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad oraz policję.

Program „Drogi zaufania” jest rozszerzeniem akcji „Bezpieczna Ósemka”, w ramach której na drodze krajowej nr 8 od lipca 2007 r. buduje się chodniki, barierki, kładki dla pieszych, i montuje fotoradary. Wszystko w celu poprawy bezpieczeństwa. Efekty już widać.

- Liczba śmiertelnych ofiar wypadków samochodowych na drodze krajowej nr 8 spadła o 30 proc. – mówi minister infrastruktury Cezary Grabarczyk.

Od maja program „Drogi zaufania” obejmie dalszych osiem dróg krajowych – w efekcie wszystkie o numerach od 1 do 9.

- Na trasach tych prowadzone będą remonty, zaplanowane przez inżynierów ruchu z politechnik Krakowskiej i Gdańskiej. Chodzi bowiem o to, by w miejscach o największej wypadkowości zniwelować niebezpieczeństwo – wyjaśnia Waldemar Królikowski, zastępca Generalnego Dyrektora Dróg Krajowych i Autostrad.

W najniebezpieczniejszych miejscach prędkość zostanie ograniczona nawet do 50 km/h. By egzekwować ten zakaz, we współpracy z policją, ustawionych zostanie 450 fotoradarów. Wszystkie będą oznakowane. Jak tłumaczą drogowcy nie chodzi bowiem o ściganie kierowców mandatami, ale o skuteczne skłanianie ich do zdjęcia nogi z gazu.

Dobra informacja jest taka, że na odcinkach, gdzie nie dochodzi do wypadków i ograniczenie szybkości tylko spowalnia płynność ruchu, drogowcy zezwolą na jazdę nawet 100 km/h. W niektórych miejscach skrócona zostanie też długość terenu zabudowanego. Drogowcy wytną poza tym drzewa, które rosną zbyt blisko jezdni i stanowią śmiertelne zagrożenie w przypadku zjazdu z pasa ruchu.*

To nie koniec pomysłów. W planach jest organizowane symulacji wypadków drogowych. W czasie ich trwania na poboczach jezdni pojawią się rozbite auta, statyści odgrywający role ofiar, wozy straży pożarnej, policji, pogotowia ratunkowego i służby drogowej.

O tym, że wypadek jest inscenizacją, podróżni dowiedzą się z billboardów rozstawionych kilkaset metrów dalej. Zapraszani będą też na pobliski parking, gdzie będą mogli wziąć udział w kursie udzielania pierwszej pomocy, za pomocą alkogogli sprawdzą sprawność kierowcy po wypiciu jednego piwa, a także skorzystają z symulatora jazdy bez zapiętych pasów bezpieczeństwa.

Polska znajduje się w niechlubnej czołówce państw, w których na drogach ginie najwięcej osób. Średnio na 100 wypadków śmierć ponosi w naszym kraju aż 11 osób, podczas gdy we Francji czy Czechach – 6, a w Niemczech i Austrii – 2.

* Aż w to ciężko uwierzyć. Podnisą dozwoloną prędkość? Wytną drzewa obok drogi? Przecież to Polska – tu sie robi dokłądnie odwrotnie :)

posted by Moto Maniak on Mar 27

Psujący się często samochód bywa zmorą właściciela. Kupna takiego auta można się ustrzec. Pomocne są w tym raporty awaryjności, ale ich wyników nie powinno się jednak przeceniać.

Niezależnie od miejsca i kryteriów zakupu amatorzy używanych aut mają do swojej dyspozycji ważny oręż, mogący pomóc w wyborze samochodu. To rankingi niezawodności samochodów, publikowane rokrocznie w Niemczech. Jednym z nich jest raport Niemieckiego Urzędu Dozoru Technicznego TUV, cieszący się dużą popularnością i uznaniem za naszą zachodnią granicą. Dla Niemców stanowi ważną wykładnię w ocenie poszczególnych modeli, ale wcale nie przesądza o zakupie konkretnego pojazdu.

W polskich realiach na raport TUV mało kto zwraca uwagę. Wiele osób, poszukujących samochodu na rynku wtórnym, nawet nie wie o istnieniu takiego zestawienia. Dla innych jest on kompletnie niewiarygodny, ze względu na fakt tworzenia go w Niemczech. Tylko nieliczni śledzą ogłoszenia w prasie i oferty komisów, analizując usterkowość poszczególnych aut. Kto ma rację? Czy taki coroczny raport wart jest uwagi, czy też powinien być traktowany z przymrużeniem oka?

Odpowiedź nie może być jednoznaczna. Ani nie można kompletnie zanegować przydatności raportu TUV, ani zbytnio go gloryfikować. Tego typu publikacja, oceniająca awaryjność aut, powinna być traktowana jedynie jako jedna ze wskazówek przy zakupie samochodu z drugiej ręki. Swoiste uzupełnienie wiadomości, jakie można pozyskać od innych użytkowników, warsztatów samochodowych, prasy czy ekspertów zrzeszonych w znanych organizacjach.

Można tylko żałować, że rankingi niezawodności nie powstają w innych krajach poza Niemcami, według kryteriów nie budzących żadnych wątpliwości. W Polsce podobno własną statystykę prowadzi Polski Związek Motorowy na podstawie danych z działalności swojej „Pomocy Drogowej”, ale jak na razie nie zostało to potwierdzone żadną publikacją. Pozostaje tylko czekać na zestawienia, które w obiektywny sposób ułatwią zakup auta na rynku wtórnym, i korzystać póki co, przy odpowiedniej dozie rezerwy, z niemieckiego rankingu TUV.

Raport Niemieckiego Urzędu Dozoru Technicznego TUV powstaje na podstawie badań technicznych samochodów w Niemczech. Tych samych, które w Polsce nazywamy popularnie diagnostyką.

Dane zbierane są z komputerów, w których pojawiają się opisy usterek i niedomagań przebadanych aut. Najnowsze zestawienie (2008) obejmuje samochody kontrolowane na niemieckich stacjach diagnostycznych w 2007 r. (ok. 8 mln pojazdów).

Statystyka uwzględnia marki, modele i roczniki oraz stwierdzone w nich usterki. Kryterium oceny to ilość usterek istotnych, czyli takich, które zagrażają bezpieczeństwu ruchu drogowego i decydują o odrzuceniu samochodu z przeglądu (konieczność naprawy i ponownego badania). Istotne usterki wychwytywane są podczas kontroli zawieszeń, układu kierowniczego, układu hamulcowego, oświetlenia, korozji elementów nośnych i układu wydechowego oraz sprawdzenia składu spalin.

Liczy się odsetek egzemplarzy danego modelu, wykazujących poważne wady i ustawia w odpowiednim miejscu na liście. W ten sposób tworzone jest zestawienie, które daje pewien pogląd o awaryjności aut badanych w niemieckich stacjach diagnostycznych. Pojazdy dzielone są na grupy wiekowe 1-3 lata, 4-5 lat, 6-7 lat, 8-9 lat, 10-11 lat.

Publikacja takiego typu jak ranking niezawodności TUV nie odzwierciedla w pełni solidności poszczególnych modeli samochodów ani nie oddaje w pełni ich jakości. Samochód może nie zaliczyć przeglądu technicznego zarówno z uwagi na przepaloną żarówkę, jak i na poważne luzy w zawieszeniu czy układzie kierowniczym.

Fakt, czy samochód przejdzie pomyślnie diagnostykę bardziej wynika z dbałości użytkownika, niż z uwarunkowań konstrukcyjnych i trwałościowych. Ktoś, kto często odwiedza serwis i dba o pojazd będzie miał podczas obowiązkowego przeglądu znacznie mniej problemów, niż ktoś, kto lekceważy obsługę i zaniedbuje techniczną sprawność swojego samochodu.

W tym kontekście można pokusić się nawet o stwierdzenie, że samochody bardziej zamożnych kierowców, których stać na częste wizyty w warsztatach, są uprzywilejowane. Auta biedniejszych częściej mogą odpadać podczas przeglądów. Tworzy się pewna przypadkowość badań, która stawia pod znakiem zapytania wiarygodność zestawień TUV.

Nie bez znaczenia jest fakt, że usterki techniczne nie zawsze wynikają z wadliwej konstrukcji auta. Czasami powodowane są samodzielnymi, źle prowadzonymi naprawami albo nie akceptowanymi przez producenta modyfikacjami. Nawet błędy w konserwacji mogą prowadzić do pogorszenia stanu technicznego.

Źle pojmowana oszczędność prowadzi niekiedy do wydłużania okresów przeglądowych, a nawet odsuwania w czasie niezbędnych napraw, co prowadzi często do zniszczenia konkretnego elementu. Wyniki tegorocznego raportu, a także jego poprzednich wydań pokazują, że są to tylko rozważania. Dalekie lokaty zajmują często samochody, które z pewnością nie są kupowane przez ludzi z cienkim portfelem. Prawda tkwi zatem gdzieś pośrodku.

W przypadku raportu TUV pojawiają się jednak jeszcze inne wątpliwości, dotyczące choćby codziennej eksploatacji samochodów. Trudno w polskich realiach odnieść się do badań pojazdów, eksploatowanych na drogach znacznie lepszej jakości (w dużej mierze na autostradach), o mniejszym zasoleniu zimą, w warunkach znacznie wyższej kultury technicznej (większa dostępność dobrze wyposażonych warsztatów) i przy znacznie wyższej zamożności społeczeństwa (łatwiejszy dostęp do usług serwisowych).

Na dziurawych nawierzchniach polskich dróg i w warunkach naszego ruchu drogowego może pojawiać się znacznie więcej niedomagań w samochodach, które są wysoko notowane w realiach niemieckich.

posted by Moto Maniak on Mar 27

Likwidacja zielonych strzałek to wynik rozporządzenia ministra infrastruktury z 2003 r. Zgodnie z nim zarządy dróg do końca 2008 r. zmuszone zostały do pozbycia się strzałek ze skrzyżowań kolizyjnych. To takie skrzyżowania, gdzie po skręcie w prawo kierowca musiałby np. przeciąć przejście dla pieszych lub włączyć się do ruchu na ulicy, którą jadą samochody.

Realizując ministerialne decyzje, drogowcy zaczęli zdejmować strzałki albo je zasłaniać. W niektórych miastach nowopowstające sygnalizatory świetlne z założenia pozbawione zostały strzałek. Na efekty nie trzeba było długo czekać – wzrosła ilość korków, bo mimo możliwości skręcenia w prawo, kierowcy posłusznie muszą stać przed światłami. Na szczęście dla nich urzędnicy zamierzają naprawić błąd sprzed kilku lat. W Ministerstwie Infrastruktury przygotowano już zmianę rozporządzenia, która umożliwi powrót zielonych strzałek.

– Projekt przekazany został do Rządowego Centrum Legislacji w celu rozporządzenia z komisji prawniczej. Jeśli Centrum wyrazi na to zgodę, to zmiana przepisów wejdzie w życie w ciągu 30 dni. Przewidujemy, że nastąpi to za ok. 2 miesiące – mówi Justyna Bracha z resortu infrastruktury.

Jednak nie wszystkim to rozwiązanie przypadło do gustu. Zdaniem organizacji Zielone Mazowsze, zielone strzałki dyskryminują pieszych i rowerzystów, przez co pogarszają stan bezpieczeństwa na drogach.

„Uważna obserwacja dowolnego skrzyżowania wyposażonego w zieloną strzałkę szybko daje dowody, że obowiązek zatrzymania pojazdu przed zieloną strzałką jest fikcją” – czytamy w liście otwartym skierowanym przez organizację do ministra infrastruktury. Zielone Mazowsze powołuje się przy okazji na dokument dotyczący rozwoju Warszawskiego Węzła Transportowego. Wynika z niego, że łączenie na skrzyżowaniach z sygnalizacją świetlną ruchu przechodzących na zielonym świetle pieszych ze skręcającymi w prawo pojazdami jest zdecydowanie niebezpieczne.

Inna organizacja, Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego, zwraca uwagę, że wszelkie zmiany regulacji dotyczące zielonej strzałki powinny być poprzedzone szeroką kampanią społeczną. Ma ona przypomnieć zasady prawidłowego zachowania się na pasach w sytuacjach dyktowanych sygnalizacją świetlną, ze szczególnym uwzględnieniem ostrożności w interpretowaniu sygnalizatorów, które dopuszczają skręcanie w kierunku wskazanym strzałką w obszarach miejskich.

Z zupełnie innych względów zielonym strzałkom jest przeciwny Janusz Korwin-Mikke.

– Samochody stoją na prawym pasie i czekają na skręt w prawo. Żadnego przechodnia na pasach, żadnego policjanta w polu widzenia – a ludzie nie skręcają, czekają, aż zapali się zezwalająca na to zielona strzałka! Jeszcze 20 lat temu wszystkie samochody spokojnie by skręcały. Bo strzałki nie zapala myśląca istota, tylko automat – nic nie wiedzący o sytuacji na skrzyżowaniu. Dlaczego mam go słuchać? To oddawanie czci zielonemu bożkowi – piekli się Mikke.

Andrzej Grzegorczyk, Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego

Zielona strzałka to odwieczny problem. Kierowcy powinni traktować ją jako dodatkowy, a nie pierwszorzędny sygnał zezwalający na skręcenie. Tak niestety nie jest. To niebezpieczne, o czym świadczy rosnąca ilość wypadków w obrębie skrzyżowań. Dlatego należy zachować szczególną ostrożność podczas korzystania z możliwości, jakie daje zielona strzałka, a przede wszystkim upewnić się, czy wjeżdżając na skrzyżowanie, nie spowodujemy zagrożenia dla innych kierowców i pieszych.

Warto wiedzieć!

Zielona strzałka zezwala kierowcom na warunkowy skręt na skrzyżowaniu mimo czerwonego sygnału. Zgodnie z przepisami należy jednak zatrzymać samochód przed sygnalizatorem, zanim wjedzie się na skrzyżowanie. Zapominalskim grozi 500-złotowy mandat oraz 6 punktów karnych, bo wykroczenie traktowane jest jako przejechanie skrzyżowania na czerwonym świetle.